Tobie przyjacielu



Odszedł twój świat, ten co pielęgnowałeś
jakiś ponad - a tylko nasz
Pamiętam twoje oczy, które z blasku
przeszły w zmętnienie
Delikatne muśnięcie dłoni naszej miłości
zastygło wraz z ciepłem umykającym
jak dopalający się płomień

Przeminąłeś złotą barwą i puszystością
pozostał zimny wiatr, który snuje się
w słońcu nad zmarzliną

A tak chciałeś być, milcząc błagałeś
i lękałeś się pozostawiwszy jedynie
myśl odbijającą się we mnie

Nie potrafię wyjść z kręgu poza twój aksamit
gdy tęsknienie jak zaciskiem szczęk
rozgniata wspólność, której już nie będzie

Jeszcze chwytałem mgiełkę
unosząca się w chwili konania
przeniknęła i rozpłynęła się
jak czas teraz i już nigdy

Pochylam się w podzięce twojej wierności
i nie wiem, nie potrafię -

Wiesz -
w przedpokoju na wieszaku
pozostała twoja smycz
czy musiałeś aż tak odejść

bym powrócił.

Andrzej Brzezina Winiarski

wstecz  spis dalej