Tętnieniem

Letni wieczór niesiony zapachem psiej sierści
musnął źrenice kiedy wsłuchiwałem się w wartki
nurt Sanu


On złoty, On, ja i twoje ciepło pośród
woni układającej się do snu trawy
Słowa i dotyk opasane wstęgą
srebrnożółtego światła
Naraz przeniknęłaś we mnie i gdzieś poza
poruszając to, co nie odgadłem
Pochwyciłem twój oddech, który wplątawszy się
w jego rudość jak żar słońca rozpalił nadzieję

Powstałem z letargu rozrywając przestrzeń
jak przeszywający chmurne niebo piorun
co runął wdzierając się nawet w nikłe komórki
ciała
Legło w popiół to co nasze, tamto
i gwałtownie wzeszło nieznane
to ty tętnieniem siebie poczułaś jego
gładkość
on falujący wiernością wskazał mi to,
czego w zakamarkach świadomości
poza tym teraz, poszukiwałem
i naraz rozsypałem w zapachu twoich włosów
nieprzemijające życiem,
a jednak zebrane z pól kwiaty,
by pozostały

Andrzej Brzezina Winiarski
wstecz
  spis  dalej