Motyle na śniegu

Płonące świece i ja jak pochodnia targana wiatrem
i naga śmierć co w zaułku ?
nic !
to ja inny, już inny, chcę zarywać i chwytać w dłonie
jakby nicość, która przenika i przelewa się
pomiędzy palcami
a na zewnątrz cisza, która poza,- która złowieszcza
i znów bełkot myśli tam gdzieś pośrodku
utrata wiary ?
nienawiść ?
i na chwilę nadzieja jak włócznia
lecz jej ostrze ślizga się po mojej tarczy
co jakby z lustra odbijały promienie

Samospalenie w ciszy, w oczekiwaniu i nic
to tylko przeszłość, co przyszłością
I nagle motyle białe usiadłszy na śniegu
uderzają skrzydłami wydając dźwięk lodowy
i przeszywa ciszę snując się
zmarłe
tam gdzie wspomnienia barwne drętwych
warg pocałunków

Andrzej Brzezina Winiarski
wstecz  spis  dalej