POWRÓT/HOME

 

Leopold Pobidyński                                                  …pisane w maju 2006 roku…

 

 

Moje miasto…

 

            Przygląda się sobie kilka  wzgórz

            Winna Góra, Zniesienie, Lipowica,

            Dołem kręcąc się niecierpliwie, płynie

            Ku morzu San.

            Toczy swe wody błękitnozielone.

            Łabędziom użycza zimą gościny,

            Latem rybą częstuje rybitwy.

            Czasami pęcznieje, sroży się, nadyma,

            Wtedy nieszczęścia rozdaje.

            A gdy słońca już dużo,

            Strużynka spokojna – chudzina zawstydzona.

            Ach !  Sanie ty nasz ukochany,

            Tyś dobry i  niechciany ?

            Patrzą na siebie dwa miasta, kiedyś

            Podzielone wojną pomiędzy dwa narody,

            Pomiędzy wrogi nasze… .

            A teraz stare  zamkowe z bogata historią,

            Nowe  zasańskie  co okien ma wiele.

            Trzy  klamry te miasta spinają.

            Trzy mosty, świadkowie dwóch wojen.

            Dźwiga je San.

            Wieże strzeliste ku Niebu patrzą,

            Na chwałę Pana !

            Ze Zniesienia Chrystus ramionami

            Krzyża nas osłania…

            Ponad tysiąc lat to nadsanne  miasto

            Różne widziało zdarzenia.

            Narody, kultury, zwyczaje, obrzędy, wojny, modę,

            Codzienne języków  zmieszanie.

            Gdy dzwony muzykę poranną zagrają,

            Bo dzwoniarzy to miasto,

            Modlitwy wielojęzyczne ku Niebu ulatują.

            Na Boga chwałę ! Na chwałę Jedynego !

            Ponad tysiąc lat… różne zdarzenia.

            Spokojnie  dalekie…  to moje  miasto,

            Tu opłotki Europy, tu koniec Polski.

            Ku północy przyklęka piękniejący pochyły rynek,

            Pomniki dwa stoją…

            Jan III  co Turków pogonił pod Wiedniem,

            I Adam Wieszcz…!

            O czym gadają Ci dwaj wielcy Polacy

            Gdy miasto śpi… ?

            Forteca wojenna trzecia na świecie,

            Dowód udręki narodów.

            Królewski Zamek wśród zieleni stoi,

            Miasta pilnuje z góry.

            W Ciurku strużka wodna czas odmierza.

            Miasto kości0łów, bożnic, cerkwi, zborów,

Siedziba dwóch Patriarchów.

            Miasto pobożne ? Moje miasto !

            Prawie półtorawieczny teatr stary – Fredreum,

 

 

 

                                                                       -  2  -

 

                                            

 

                                                                      

Wytrwały, żywy, przemyski, europejski,

            Rozdaje, radości, smutki i wzruszenia.

            Kultury Narodu świadek !

            Artystów, pisarzy, poetów, ludzi znamienitych

            Żyło i żyje tutaj wielu.

            Po świecie nas sławili i sławią teraz,

            Rzemieślnicy, artyści, poeci, lekarze, żurnaliści,  

            Jedni wielkie piękne dzwony leją,

            Inni nocną porą poezje na schodach czytają.

            Opłynął Ziemię przemyski żeglarz samotny,

            Rowerem objechał ją inny.

            Białe filmował niedźwiedzie człowiek przemyski,

            Co nad Sanem dzieckiem chowany.

            Wielu tu ludzi żyje spokojnie.

            Moje miasto !. Nasze Miasto !

            Świątyń na wzgórzach kilka stoi,   

            A pod nimi historia.

            Tam ukryte naszej świetności dowody,

            Tam życiorysu naszego początek.

            Na dawnym Żydowskim Mieście szczątki

            Naszych pradziadów odkopują.

            Nowe miesza się ze starym…

            Na górskim Stoku pradawnym,

            Nowoczesne urządzenia stoją.

            Nowego co raz więcej,

            Na naszym opłotkowym  podwórku.

            Miasto  pięknieje… kochać  je trzeba !.

            Tu dla większości wszystko się zaczęło,

            I tu koniec czeka…. !

            Miasto się wspina w Zasania  wyżyny,

            Wyżej… wyżej… zasobniej !

            Dołem swe wody dalekie toczy

            Zielonooki San pokrętny.

            Książkom autorzy wspomnienia swe dają,

            O palmach co z kufra… o rejsach dalekich,

            Zdarzeniach  wojennych, walkach podziemnych,

            O szewcach miejscowych, Żydach zaradnych.

            Narodów tu było prawdziwe zmieszanie.

            Cmentarze dowodem, kto synem tej ziemi.

            Wtedy… teraz… potem !

            Paradoks – cmentarze żywe, ludne,

            Kolorowe kwieciem i jasne światłami

            Codziennie…!. Dowód kochania miasta !

            Dowód pamięci ludzi i historii.

            Obcy i swój żołnierz co  głowę tu złożył,

            Dzisiaj wiecznego szacunku zaznaje.

            W Rynku młody zobaczy jak przodki mieszkały,

            Człowiek - epizod w życiu przedmiotu odszedł,

            A sprzęty mają się dobrze.

            Takie to moje Miasto gdzie żyję !

            Takie to moje Miasto, które kocham !

Takie to moje Miasto, w którym i dobro i zło…

            Normalne…  kochane… moje Miasto

            Przemyśl !

 

POWRÓT/HOME